9 kwietnia, 2020

ŚCIAGAMY SIĘ W BORÓWNIE

Triathlon Polska Borówno zapowiadało się na najtrudniejszą do tej pory imprezę pod względem logistycznym. Otóż nietypowo start i meta znajdowały się w różnych miejscach, podobnie jak obie strefy T1/T2. Start i T1 zlokalizowane na głównej plaży w Borównie, zaś T2 i meta na terenie bydgoskiego Zawiszy. Do tego wspólny start w zawodach, no i jak to wszystko ogarnąć? Ano łatwo nie było 🙂 ale jak wiemy, dla chcącego nic trudnego i nawet do sedana udało się wepchnąć dwa rowery + trenażer i torby. Wspomogła nas Rodzina, która zaoferowała pomoc w przejęciu Seby na czas naszych przygotowań dzięki czemu mogliśmy skupić się na organizacji i starcie (w przeciwnym razie ten start oczywiście nie byłby możliwy).  Start w Borównie był dla nas wyjątkowy, m.in. ze względu na pierwszy wspólny start, pierwszą wspólną rywalizację czy też zwykłą możliwość widzenia się czy dopingowania siebie nawzajem na trasie. Poza tym, to są nasze tereny, to tutaj trenujemy przez pół roku do sezonu. Z takiej okazji wręcz trzeba było skorzystać 🙂

Sobota – godzina 10:00, ostatni buziak, mocna piona i już po chwili jesteśmy w wodzie. Start w Borównie do najprzyjemniejszych nie należał gdyż Organizator nie przewidział startu w tzw. formule rolling startu. Innymi słowy wszyscy startowaliśmy na jeden sygnał. Wyobraźcie sobie zdziczałe stado 217 ludzi wbiegających do wody w tym samym czasie, płynących w tym samym kierunku 🙂 szaleństwo! Po wyjściu z wody było już z górki. Etap kolarski iście sprinterski, trasa krótka do tego płaska i szybka. Chwile przed zawodami zaczęło padać więc trzeba było mocno uważać na zakrętach aby uniknąć szlifu (niestety inni zawodnicy nie mieli tyle szczęścia). Na koniec 5km biegu w Myślęcinku, który zdaje się należał do najprzyjemniejszych i najbezpieczniejszych tego dnia.

Łącznie na trasie widzieliśmy się dwa razy i były to mega pozytywne chwile. Okrzyki Madzi słyszeli chyba wszyscy zawodnicy wliczając w to ostatnią osobę wychodzącą z wody i pierwszego gościa na mecie 🙂 właśnie wtedy poczułem, że wspólny start był mega dobrym pomysłem jak i również ciekawym doświadczeniem. Był to mój pierwszy start bez kontroli tempa i czasu gdyż.. nie mamy dwóch zegarków 🙂 a wiedziałem, że bardziej przyda on się Madzi. Zwłaszcza, że start w Borównie nie był dla mnie obowiązkowy i traktowałem go bardziej jako trening po starcie w Kórniku, 6 dni wcześniej. Jakież było moje zdziwienie na mecie gdy zegar pokazał 01:14:24 – nowy rekord życiowy na 1/8!! Super jest mieć poczucie dobrze przepracowanej zimy bo właśnie w takich momentach widać, że forma jest i przyszła w odpowiednim momencie sezonu. 14 minut później na metę wbiega Madzia – sami spójrzcie w jakim humorze 🙂

Tym samym pierwszy raz mogliśmy wspólnie przebywać w strefie finishera z medalami na szyi. A w strefie jak to w strefie – mnóstwo emocji i radości na twarzach zawodników. Wspólne rozmowy, zdjęcia i wymiana spostrzeżeń w coraz bardziej znanym już nam gronie – czyli to co uwielbiamy w tym sporcie. Triathlon to przede wszystkim walka ze samym sobą ale i też rywalizacja między zawodnikami. Jest to część tego sportu dlatego nie zdziwi Was fakt, że również i my przed startem postanowiliśmy, że każdy robi swoje i widzimy się na mecie. A żeby podbić stawkę to ścigaliśmy się o masaż 🙂

Jak już emocje opadły przyszedł czas na powrót, a jak tu wracać skoro samochód w Borównie 🙂 ? Wzięliśmy więc rowery i ruszyliśmy w drogę.. powrotną 🙂 takie oto roztrenowanie postartowe 😉

 

Michał – 1/8 (MSC 37/214 OPEN, 19/74 KAT M30)
swim: 00:15:17
T1: 00:03:18
bike: 00:34:04
T2: 00:00:56
run: 00:20:49
TOTAL: 01:14:24

Madzia – 1/8 (MSC 147/214 OPEN, 13/37 KAT K30)
swim: 00:19:46
T1: 00:03:11
bike: 00:38:41
T2: 00:01:03
run: 00:26:02
TOTAL: 01:28:43

foto: maratomania.pl

Dodaj komentarz