Wszystko co dobre niestety szybko się kończy. Nasz sezon triathlonowy również. Ostatnia odsłona GREATMAN’a miała miejsce 16 września w miejscowości Śrem. Tego dnia TRIrodzinke reprezentowali faceci –  ja startowałem na dystansie 1/4IM natomiast Sebastian w formule duathlonu tj. około 25m roweru + 25m biegu. Pogoda znów dopisała na tyle, że przez większość dnia towarzyszył upał i błękitne niebo. Jak na połowę września całkiem obiecująco 🙂 Organizacja zawodów jak zwykle na najwyższym poziomie, atmosfera iście rodzinna, nie zabrakło też atrakcji dla najmłodszych. Tego dnia po prostu nie dało się nudzić. Ba! to nasze zakończenie sezonu a więc musiało być z przytupem! A było to tak … 🙂

Na początek KAT-0 czyli start najmłodszych, na linii startu stanęło tym razem siedmioro dzieci. Start zaplanowany na godzinę 12:15 mocno się opóźniał. Dzieci wykazały się jednak sporą cierpliwością grzecznie i w skupieniu czekając na znak startu. Szkoda, że w domu się tak nie zachowują 😉 Ruszyli!

 

Uwierzcie, te dzieciaki połknęły bakcyla na całego! Sebastian strefę zmian ma na tyle obcykaną, że już sam odstawia rowerek po czym biegnie sam do mety. Dwulatek! Nie tylko Sebastian ale wszystkie dzieciaki świetnie się przy tym bawiły, widać że sprawia im to niezłą frajdę. Przy okazji nam Rodzicom też 😉 jedna minuta zawodów a tyle radości 🙂

 

Sebastian zajmuje 4 miejsce ale nie to jest najważniejsze. Wszystkie dzieciaki w KAT-0 są zwycięzcami, na mecie czekają medale i prawdziwa strefa finiszera dla najmłodszych – owocowe szaszłyki to jest to! 🙂 tym samym dobiegliśmy do ostatniej mety w tym sezonie jeśli chodzi o starty Sebastiana. Jesteśmy pewni, że to dopiero początek. Wszystkie starty poza Kórnikiem zrealizowaliśmy zgodnie z planem. Widzimy, że wszystko zmierza w dobrą stronę. U Sebastiana rośnie duch rywalizacji, jest koncentracja i coraz lepsza motoryka ciała. A przy tym wszystkim znakomicie się bawi. Plan doskonały 🙂 czas planować sezon 2019!

Godzina 14:15, start do dystansu 1/4IM. W głowie sporo myśli, znów start wspólny z plaży. Pierwsza boja jak na wyciągnięcie ręki, jest więcej niż pewne że zaraz dojdzie do największej pralki w historii 🙂 ja jednak myślę o czymś innym. To mój ostatni raz kiedy płynę żabką. Już dawno postanowiłem, że po sezonie kończę z tym stylem, że trzeba zrobić krok naprzód i nauczyć się kraula jak na prawdziwego triathlonistę przystało. Pisząc tego posta jestem już w trzecim tygodniu treningów i uwierzcie mi, jak dla kogoś kto ma za sobą już kilkanaście startów w zawodach triathlonowych to całkiem dziwne uczucie uczyć się pływać od zera 🙂 ale o pływaniu poświęcę osobnego posta a tymczasem po 20min wychodzę z wody! Trasa rowerowa składała się z trzech pętli, wiatr chwilami przeszkadzał poza tym można było gnać ile sił w nogach. A tej, szczerze mówiąc, już mi trochę brakowało. Czułem już zmęczenie sezonem, czułem wyeksploatowane nogi. Co tu dużo mówić – beton i tyle 🙂 Na szczęście, jak na moje możliwości, udało się wykręcić nie taki zły wynik – średnia 31.7 kmh. Początek biegu to dosłownie chwila kiedy miałem zaszczyt przebiec niecałą minutę tuż za plecami Agnieszki Jerzyk zanim zniknęła mi z pola widzenia 🙂 jak się później okazało, Agnieszka właśnie zaczynała ostatnią pętle biegową podczas gdy ja dopiero zaczynałem a moje nogi dzieliły sekundy od kataklizmu skurczowego 🙂 na szczęście byłem na to psychicznie przygotowany, pierwsze okrążenie potraktowałem rozpoznawczo, uzupełniałem płyny i dużo jadłem. Dzięki temu wróciłem do gry i w głowie wciąż tliła się nadzieja o życiówce na koniec sezonu!

 

Jak się później okazało, zabrakło do niej minuty i 44 sekund. Mimo to byłem bardzo zadowolony. Nie licząc pierwszego startu w Bydgoszczy, cztery kolejne przyniosły bardzo dobre rezultaty. Wszystkie oscylowały w czasie 2h 40min, mając różnicę niespełna 2min między najgorszym a najlepszym czasem. Tym samym udało mi się utrzymać formę przez cały sezon, wystartować we wszystkich zaplanowanych zawodach i ukończyć je w zdrowiu (poza wspomnianą Bydgoszczą) pięciokrotnie poprawiając przy tym swój rekord życiowy. Krótko mówiąc – robota wykonana, przyszedł czas na odpoczynek. Jestem zadowolony 🙂

TRIrodzinka kończy sezon triathlonowy, pozostaje jeszcze parę startów biegowych i będzie można usiąść do planowania następnego roku. Za wcześnie jeszcze aby mówić o celach na sezon 2019. Na podsumowanie obecnego przyjdzie jeszcze czas ale już teraz chciałbym powiedzieć Wam, że hasło „Anything is possible” jest jak najbardziej prawdziwe. Tak jak to widnieje w szyldzie loga IRONMAN, to hasło jest dla nas niczym życiowe motto. Oboje pracujemy na etacie, mamy Syna, obowiązki domowe, często jesteśmy zmęczeni i nie chce się nam. Ale mamy też swoje marzenia. I wiemy, że dzięki wzajemnemu wsparciu, dzięki dyscyplinie i samozaparciu jesteśmy w stanie robić wielkie rzeczy. Razem. W zeszłym roku Madzia przygotowywała się do debiutu w Bydgoszczy na dystansie 1/8IM. Tydzień przed zawodami niestety uczestniczyła w wypadku komunikacyjnym i mocno naruszyła swój bark, przez co start w zawodach był niemożliwy. Tym samym nie zrealizowała swojego marzenia. Był smutek i wielkie rozczarowanie. Oczywiście, że przyszły myśli czy aby na pewno to wszystko ma sens. Rok później Madzia ma na swoim koncie 4 starty w triathlonie oraz 2 półmaratony. Nie rezygnujcie ze swoich marzeń, ciężka i sumienna praca zawsze się zwraca!

 

Sebastian – MSC 4/7 OPEN, 4/6 KAT0 M
TOTAL: 00:01:40

Michał – 1/4 (MSC 144/277 OPEN, 57/107 KAT M30)
swim: 00:20:32
T1: 00:03:23
bike: 01:25:03
T2: 00:01:07
run: 00:51:32
TOTAL: 02:41:37

fot: fotomtb.pl

 

Written by 

Dodaj komentarz