10 sierpnia, 2020

JAK NIE ZOSTAĆ „JANUSZEM” TRIATHLONU – CHEŁMŻA TRIATHLON ENERGY 2019

Nasz długo wyczekiwany urlop zbliżał się  wielkimi krokami, postanowiliśmy zainaugurować go iście w stylu TRIrodzinki – startem w zawodach. Nie ukrywam, że myślami byłam już na urlopie. Trzy prania zrobione, cały duży pokój wyłożony poskładanymi ubraniami, koło ratunkowe, torba butów, kolejna torba pełna gier planszowych i ukochany krokodyl Pimpuś.

Ci z Was co znają nas bliżej wiedzą, że głównym organizatorem naszych wyjazdów, zarówno wakacyjnych jak i sportowych, jest Michał. Mam okazję mocno to w tej chwili podkreślić – jest DOSKONAŁYM organizatorem. Dzięki czemu ja, wielokrotnie mam „wolną głowę”. Nie myślę o tym, czy zdążymy dojechać w odpowiednim czasie. Wiem, że Michał przewidział ewentualne problemy na trasie typu „Tato, boli mnie brzuszek” lub „chce mi się siusiu”. Niejednokrotnie ratował mnie z opresji, mówiąc „sprawdź jeszcze raz czy wszystko zabrałaś”, a na moje oprzytomnienie po drodze „nie zabrałam paska na numer startowy!!!!!”, odpowiada „spokojnie, zabrałem dwa dodatkowe”.

Mężu, trenerze, menadżerze – dziękuję, że wielokrotnie ratujesz mój tyłeczek 😉 :*

Tak między Nami… Myślę, że On po prostu lubi to robić 😉

Zupełnie w moim stylu, to Michał musiał mnie uświadomić, że zaraz start i mam już wejść do wody na rozgrzewkę. Mało brakowało a nie zdążyłaby jej zrobić. Start zaplanowany był na 12.00 a spiker o 11.40 informuje, że za 5 minut koniec rozgrzewki. Pomyślałam, że to dziwne bo niby co mam robić 15 minut przed startem. Jeszcze nie zapaliła mi się czerwona lampka, że coś jest inaczej niż zwykle. Wszyscy zaczęli ustawiać się w wyznaczonym miejscu, spiker przybijając piątki zawodnikom zapraszał do wody. Wszyscy zaczęli wchodzić do wody, bez żadnego gwizdka, strzału, okrzyku. Nadal mnie nie oświeciło, że coś jest nie tak. Dobra, jedno mnie zdziwiło – dlaczego wszyscy tak wolno ruszyli, do tego dlaczego ruszamy 10 minut przed planowanym startem ? Nagle, na środku jeziora wszyscy „stają”. Co jest do cholery ?!!?!?!!! Co się stało, pytam dziewczyny obok mnie, dlaczego nikt nie płynie ? Była totalnie zaskoczona moim pytaniem. Odpowiedź okazała się banalna. Start jest „z wody”. Wszyscy ustawieni są między dwiema bojkami i startują na znak, punktualnie o godz. 12.00 czyli za jakieś 7 minut. Musicie mi uwierzyć !!! to było najdłuższe 7 minut w moim życiu. Dryfować przez 7 minut miedzy setką ludzi, z moim marnym pływaniem, nie mając się czego złapać. MASAKRA !! Marzyłam żeby była już 12.00. Te 7 minut odcisnęło piętno na moim starcie. Myślę, że najgorsze w tym wszystkim było to, że ja się tego kompletnie nie spodziewałam. Ba ! Ja nigdy nie słyszałam o takiej formie startu. Później było już tylko gorzej. Zmęczona czekaniem, zniechęcona, z wody wychodziłam na tyle stawki. Niestety tak już zostało do końca. Byłam strasznie zła na siebie. Poddałam się złym emocjom, zapomniałam jak dobrze przepracowałam ostatnie tygodnie, marzyłam już tylko o tym żeby być na mecie i szybko zaszyć się sam na sam z moim poczuciem wstydu i porażki.

Wracając do domu zawsze jest chwila czasu na traithlon’owy rachunek sumienia i żal za grzechy. Wbrew pozorom te zawody bardzo wiele mnie nauczyły.  Przede wszystkim żeby nigdy więcej nie jechać na zawody bez rozeznania tematu. Co to oznacza w praktyce. Czy śledziłam bieżące informacje na temat zawodów w Chełmży ? – NIE. Czy byłam na odprawie technicznej – NIE. Czy przeczytałam jakiekolwiek materiały/ broszury na temat zawodów – NIE. Czy pokusiłam się o rozmowę z innymi zawodnikami przed startem – NIE (nie zdążyłam). Tadam – tytuł Janusza triathlonu otrzymuje – Magdalena. Kurtyna.

Madzia – 1/8 (MSC 134/153 OPEN, 13/14 KAT K2)
swim: 00:13:44
T1: 00:03:03
bike: 00:50:53
T2: 00:01:43
run: 00:30:43
TOTAL: 01:40:06

Sebatian – 200m (MSC 23/26 OPEN, KAT 1-5 LAT)
TOTAL: 00:01:30

fot: własne